Marketingowa ściema, czyli jak trenerzy żonglują metamorfozami

Sama siebie prowokuję tym tytułem, bo ciągle walczę, żeby marketing nie był odbierany jako wciskanie ludziom kitów, a PR nie był mylony z politycznymi krętactwami. Ani jedno, ani drugie nie polega na tym, żeby gówno opakować  pięknym, szeleszczącym pustymi słowami papierem. Nie polega na kłamstwie i na tym, żeby nabrać naiwniaków i zacierać ręce z krótkotrwałego szczęścia.

Marketing i PR to komunikacja, to dialog a nie monolog, to wskazywanie wartości, jakie odbiorca zyska dzięki proponowanym usługom czy produktom. To komunikowanie, jak rozwiązujemy ludzkie problemy i bolączki.  To w końcu słuchanie, co się do nas mówi i czego oczekuje. To nawet współtworzenie i transparentne rozwiązywanie trudnych sytuacji, jakie wywiążą się w trakcie procesu komunikacji.

Nie zastanawiaj się, jak możesz ludzi urobić, omamić, jak wycisnąć z nich jak najwięcej kasy. Pomyśl, jak możesz im pomóc, posłuchaj, poczytaj, zaobserwuj jakie mają problemy i zacznij je rozwiązywać, a reszta przyjdzie naturalnie.

Wciskanie ludziom „marketingowej ściemy” to droga donikąd, która skończy się, jak tylko odbiorcy odkryją twoje intencje. Stracisz na tym podwójnie, tracąc klienta i ponosząc konsekwencje jego rozgoryczenia.
Komunikując wartość zacieśniasz  relacje i budujesz przywiązanie do marki.

Czym innym jest budowanie marki osobistej, jak nie komunikacją właśnie tego, jakie wartości możemy zaoferować innym? Marketingiem w dobrym znaczeniu tego słowa, marketingiem naszej osoby. Jeśli budując swoją markę, wykorzystasz wspomnianą ściemę, to już nie tylko palisz mosty dla usług, produktów, które oferujesz, ale również dla wszystkiego, co będzie się wiązało z twoim nazwiskiem.

Trenerzy personalni, ale i kluby fitness lubią publikować tzw. metamorfozy, czyli sylwetki swoich podopiecznych przed i po serii treningów oraz po zastosowaniu diety. To powszechny sposób na reklamę usług fitness. Pozostawiam  poza dyskusją, czy to sposób dobry, czy nie. Wedle zasady, że póki ludzie to „kupują”, to działa, ciężko przekonywać do zmian. Na pewno jednak trudno tym się wyróżnić.

Ten wpis jednak ma celu zwrócenie uwagi na coraz częstsze okłamywanie ludzi, podopiecznych, potencjalnych odbiorców usług. Coraz częściej bowiem nasilają się praktyki podkradania nie swoich metamorfoz, ustawek, czyli namawiania się, że jeden trener wykorzysta metamorfozy  drugiego jako swoje, o grafice komputerowej już nie wspomnę.
Nie tędy droga, nie o to chodzi przecież. To właśnie jest marketingowa ściema. Sama zawsze z dużą rezerwą podchodzę do tak zestawionych zdjęć i bardzo  pospolite to się już zrobiło.
Jednak dla krętactwa i ściemy nie ma żadnego wytłumaczenia.  Oszukujesz ludzi i siebie, że to najlepsza droga. Potem w mediach społecznościowych lawinowo roznoszą się posty dotyczące fałszywek w metamorfozach, dobre imię autora schodzi w czarną otchłań…

Mówię NIE:

  • Trenerom i klubom okłamującym swoich podopiecznych
  • Trenerom podkradającym cudze diety
  • Trenerom nie dbającym o bezpieczeństwo ćwiczących
  • Pseudo ekspertom wyśmiewającym własne zalecenia
  • Fałszywym metamorfozom
  • Dzieleniu się tym, jak zarobić łatwą kasę, bez troski o ludzkie zdrowie i kompleksy
  • Marketingowej ściemie, która zabija marketing wartości.

 

Dodaj komentarz

Następny artykułJak oddzielić ziarno od plew? - Magdalena Prieditis