Lepiej być pierwszym w głowie klienta niż pierwszym na rynku

Czyli lepiej być marką pierwszego wyboru, niż chwalić się tym, że byłeś pierwszy. Przyznaję to z lekkim bólem, po latach doświadczeń, mimo niekończących się moich ambicji do wyznaczania trendów i bycia raczej pierwszą, niż popularną.

Jednak na rynku często wygrywa sprytniejszy, a nie ten, który przeciera szlaki, odkrywa nieznane czy nieuświadomione. Dlatego zamiast tracić energię na ciągłe, poszukiwanie nowości, zadbaj o to, aby utrwalać się w głowach odbiorców, aby pozycjonować się zgodnie z założoną strategią. Dzięki temu, kiedy ktoś pomyśli najfajniejszy fitness klub, mój ulubiony klub, to w jego myślach w pierwszej kolejności pojawi się twoja marka a potem długo, długo nic.

Dodam na pocieszenie, że jedno nie wyklucza drugiego. Możesz wychodzić z nowościami, kreować nowatorskie usługi, tworzyć nowe marki i w danym segmencie być produktem, usługą, brandem pierwszego wyboru. To jest ogromna siła, siła marki. Przykładem niech będzie Apple.


Źródło zdjęcia: funnyjunk.com

Tym tekstem chcę raczej zwrócić uwagę na to, że nie warto czasami niepotrzebnie boksować się, tracić czas i energię na ruchy, które nie przyniosą ci biznesowych efektów. Jeśli nieustannie będziesz gonić za nowościami, a konkurenci będą deptać po piętach i spijać śmietankę, nad którą ty się gorliwie napracowałeś, to lepiej skoncentrować się na szukaniu przewagi konkurencyjnej i pozyskaniu serc oraz umysłów odbiorców.

Czy dzisiejsza młodzież pamięta na przykład, co było pierwsze – Coca Cola czy Pepsi? Pewno nie. To, który napój wybiorą zależy od wielu czynników, na który ma wpływ cała historia i komunikacja budowane wokół marek.

  

Tak, jak często powtarzamy – wszystko już było – co nierzadko oznacza, że nawet, jeśli jesteśmy przekonani, że coś odkryliśmy, okazuje się, że podobne pomysły, produkty były już na rynku. Może nie utrwaliły się wystarczająco, może minęło zbyt wiele lat, może obejmowały odległy obszar  świata, ale często w różnej postaci, miały już miejsce.

Bawią  mnie newsy typu – absolutna nowość na rynku fitness. Ostatnim takim był Kangoo Aerobic, czy Kangoo Jumps. Ja jednak pamiętam, jak kilkanaście lat temu tę formę do Polski wprowadzała Hania Fidusiewicz.

Od młodzieży słyszałam, że Jatomi to pierwsza sieć klubów fitness w Polsce. Cudowna, szalona młodość nie pamięta, bo w sumie i po co. Ale pierwszą tak dużą, liczącą ponad 30 klubów siecią był Gymnasion, oparty na polskim kapitale. Poczekajcie Moi Drodzy jeszcze kolejną dekadę, nikt nie będzie pamiętał i o Jatomi.

Obu marek już nie ma na polskim rynku. Zatem nie chodzi tu o wyścigi, ale o pozyskanie świadomości i zaufania klientów. Bycie pierwszym w głowie klienta to nie jest bieg o pierwsze miejsce na mecie. To raczej budowanie wokół marki i tego, co oferuje, klubu fanów, jakie mają na przykład drużyny piłkarskie. Wierni kibice pozostaną z tobą na dobre i na złe, jeśli zbudujesz wokół marki mocną kulturę i społeczność, jeśli spowodujesz, że ją pokochają i będą się z nią utożsamiać. Wtedy wybaczą ci nawet przegrany mecz oraz zaśpiewają: ”Nic się nie stało” i pozostaną z tobą dalej.

Jak to się mówi, ten się śmieje, kto się śmieje ostatni.

Czasami warto być ostatnim, ostatnim, który się śmieje, za to pierwszym w głowie klienta. I nie mam na myśli tu szyderczego śmiechu, bo nie bawi mnie, kiedy komuś się coś nie udaje. Chodzi raczej o błogi uśmiech, kiedy za twoją marką idą rzesze fanów, którzy ci zaufali.

 

 

 

Dodaj komentarz

Następny artykułLepiej być dla kogoś niż dla wszystkich