Kocham polski rynek fitness – Krystian Kempa

Od ponad piętnastu lat pracuje w sektorze sport/fitness. Zaczynał jako pracownik obsługi technicznej w obiektach sportowych. Następnie freelancer – fitness instruktor w kilku klubach w Polsce, supervisor klubu Living Well w jednym z irlandzkich hoteli Hilton, menadżer/konsultant w największych klubach fitness w drugim (Cork) i trzecim (Limerick) największym mieście w Irlandii. ClubDoctor powstał, aby mógł dzielić się bogatym doświadczeniem, ciągle uaktualnianą i poszerzaną wiedzą oraz niekonwencjonalnym, ale bardzo skutecznym spojrzeniem na prowadzenie biznesu. Pomaga przedsiębiorcom, którzy czują, że ich kluby w pełni nie wykorzystują drzemiącego w nich potencjału.

Krystian, ile lat pracujesz w irlandzkiej branży fitness? Co wcześniej robiłeś w Polsce, jako pracownik klubów fitness?

W Irlandii mieszkam już prawie 10 lat, a pracę w klubie fitness dostałem już niespełna dwa tygodnie po przylocie. Mimo znikomej znajomości języka angielskiego zatrudniono mnie w Living Well, w Hotelu Hilton na stanowisku fitness coacha. Zadecydowało moje CV, a raczej dodatek do niego. Przed wyjazdem z Polski nagrałem film z zajęć fitness, które prowadziłem. Video zgrałem na płyty i wręczałem potencjalnym pracodawcom razem z CV. Dzięki temu zabiegowi otrzymałem szansę od Hiltona. Co więcej, wysłano mnie na kurs języka angielskiego i dano czas na aklimatyzację. Po niespełna roku wypracowałem sobie awans na pozycję supervisora klubu. Po Hiltonie przyszedł czas na własny biznes, treningi personalne, prowadzenie zajęć fitness jako freelancer, następnie współpraca z HSE (irlandzka służba zdrowia) i organizowanie aktywności fizycznej dla jej pracowników. Po sukcesie w służbie zdrowia odezwały się do mnie Irish Aid i Dell z prośbą o wprowadzenie podobnych programów w ich placówkach. W tym czasie otrzymałem również kilka propozycji współpracy doradczej z prywatnymi dostarczycielami usługi fitness i tak zaczęła się moja przygoda w konsultingu. Następnie propozycja pracy od Planet, z którym współpracuje już prawie 4 lata. W Polsce natomiast zaczynałem od zamiatania kortów tenisowych i nocnego stróżowania w centrum tenisowym. Potem przyszedł czas na pracę w charakterze obsługi technicznej na pływalni należącej do AWF-u w Poznaniu, tam zetknąłem się z fitnessem po raz pierwszy. Często obserwowałem zajęcia aqua aerobiku, bardzo podobała mi się panująca wokół nich energia, poza tym nasłuchałem się legend o zarobkach pracujących tam instruktorów. Nie wiele myśląc, zapisałem się na kurs instruktorski, nigdy wcześniej nie uczestnicząc w żadnych zajęciach fitness. Nic więc dziwnego, że już na pierwszych zajęciach praktycznych szkoleniowiec chciał wykopać mnie z kursu. Poprosiłem o szansę i z pomocą znajomych instruktorów, którzy pracowali ze mną poza kursem, udało mi się uzyskać kwalifikacje. Po zdaniu egzaminów legitymacja przeleżała 2 lata w szufladzie. Pewnego dnia postanowiłem zorganizować zajęcia fitness w sali gimnastycznej jednej ze szkół w mojej okolicy i tak jakoś poszło. Druga sala, trzecia sala, następnie kluby fitness i propozycja poprowadzenia zajęć aqua na pływalni, na której wcześniej pracowałem jako pracownik techniczny. Po około ośmiu miesiącach pojawiła się szansa wyjazdu za granicę i skorzystałem z niej. Najśmieszniejsze jest to, że wyjeżdżając, przeglądałem oferty pracy z miasta, do którego jechałem i znalazłem tam ogłoszenie z Hiltona dla instruktorów fitness. Na ostatnich zajęciach, jakie poprowadziłem w Polsce powiedziałem, że jadę zmywać garnki, ale moim celem jest praca w Hiltonie jako instruktor. Po 4 tygodniach miałem tę pracę.

Masz ciekawą historię, trochę jak z filmu, a teraz dobre historie związane z marką są w cenie. 

Na ile teraz jesteś w stanie ocenić realia w polskim fitnessie, kiedy przez większość roku pozostajesz poza granicami naszego kraju?

Kilka lat temu założyłem FitnessInfo głównie po to, aby pozostać w stałym kontakcie z trendami panującym w polskim fitnessie. Już wtedy wiedziałem, że nadejdzie dzień, w którym uznamy z rodziną, że czas wracać do domu. Dzięki temu ruchowi, pomimo dystansu, jaki dzieli Irlandię i Polskę, pozostawałem na bieżąco z tym, co dzieje się na rodzimym rynku, nawiązałem wiele interesujących kontaktów i poznałem problemy trapiące osoby tam pracujące. Po pewnym czasie FitnessInfo ewoluowało w ClubDoctor, co przybliżyło mnie jeszcze bardziej do Polski. Zacząłem udzielać konsultacji, analizować pracę klubów czy tworzyć procedury. Praca z polskimi przedsiębiorcami oraz z klubami na wyspach daje mi unikalną możliwość porównań i analiz różnych rynków, oraz świeżość spojrzenia i umiejętność przewidywania wielu zagadnień z życia fitness biznesu w Polsce, co udowadniam na moim blogu.

Krystianie, wypatrzyłam Cię jakiś czas temu na Facebooku, kiedy zacząłeś publikować ciekawe treści i dzieliłeś się z publikacjami niedostępnymi dla polskiego czytelnika w sensie tłumaczeń czy opracowań. A Ty nam to przygotowywałeś. Określiłam Cię też wtedy świetnym researcherem. Zacząłeś od dawania, od dostarczenia wartości. Dopiero potem zaoferowałeś swoje usługi w roli konsultanta. Czy to była świadoma strategia?

Tak, pamiętam to określenie, było to przy okazji opublikowania przeze mnie filmiku Gym Wildlife w styczniu 2016 roku. Konsulting to naturalna ewolucja mojej działalności. Jak to można zauważyć, obserwując moją aktywność, ja jestem bardzo otwartym człowiekiem. Często dzielę się swoją wiedzą i doświadczeniem nie oczekując nic w zamian. Nie raz już słyszałem, że moje wpisy psują rynek konsultacji, ponieważ dają one gotowe narzędzia do zastosowania w klubach fitness, a nie jedynie próbkę warsztatu, który się posiada, jak to zwykle bywa na innych blogach. Ja natomiast kipię pomysłami, kocham analizować rynki, czytać wyniki badań, praktykować, wdrażać, testować  – moja praca jest moim żywiołem. Poza tym wiedza, jaką przekazuję to jedno, a umiejętność jej zastosowania to zupełnie oddzielna kwestia. Wielu menadżerów ma ogromną wiedzę na temat swojej pracy, ale nie potrafi jej skutecznie wdrożyć. To tak jak z wyedukowanym trenerem sportowym, który nie umie dotrzeć do swoich zawodników, mimo że posiada wszelkie narzędzia, aby wytrenować ich na mistrzów. Coś nie iskrzy, czegoś brakuje, jakaś część nie klei się do całości i zamiast sukcesu mamy przeciętność lub porażkę. Ja jestem po to, aby wyszukać ten niepasujący element, naprawić go i dopasować tak, aby cały mechanizm mógł pracować z optymalną intensywnością i wykorzystać pełnię swojego potencjału.

To do Ciebie należy licząca prawie 9 tysięcy członków grupa na Facebooku – FitnessInfo. W większości jednak jest oparta na postach ogłoszeniowych. Z jednej strony ma ogromny potencjał w zasięgu, z drugiej strony wiemy, że grupy zarzucone ogłoszeniami nie stanowią dla niektórych wartości. Czy takie były Twoje założenia, żeby oprzeć tę grupę na takich postach?

Założenie było trochę egoistyczne. Na portalu FitnessInfo publikowałem ogłoszenia o nadchodzących szkoleniach. Bardzo dużo czasu zajmowało mi wyszukiwanie tych informacji, wiec wpadłem na pomysł, aby założyć grupę, w której organizatorzy będą sami się ogłaszać, co umożliwi mi czerpanie potrzebnych mi danych z jednego miejsca. I to zadziałało do tego stopnia, że grupa urosła do jednej z największych ogarniających ten temat w Polsce. Grupę starannie pielęgnuję i może dlatego jest aż tak popularna. Mam pewne plany związane z jej przyszłą działalnością, ale o tym w odpowiednim czasie.

Jako osoba z zewnątrz w sensie codziennej pracy, jakbyś podsumował polski rynek fitness, na jakie szanse i zagrożenia możesz wskazać?

Ja kocham polski rynek fitness, bo jest on bardzo specyficzny i niemalże unikalny na skalę światową. Tutaj kwestia rozwoju i ewolucji stoi na głowie. Rodzimy sektor fitness urósł w tak zawrotnym tempie, że nie miał czasu na ewolucję, przez co nie zdążył wykształcić odpowiednio dużo fachowców do jego obsługi. Sytuację można porównać do pięknego domku na plaży postawionego na balach, które muskają fale morskie. Na pierwszy rzut oka domek jest przepiękny, ślicznie urządzony, zgodnie z obecnie panującymi trendami. Spoglądając jednak fachowym okiem, można dostrzec, że konstrukcja, na której go oparto, jest zbyt słaba, co w przyszłości może doprowadzić do katastrofy. Mówiąc dosłownie, chodzi mi o to, że większość klubów, jakie powstały wskutek wzmożonego zainteresowania naszą branżą na pierwszy rzut oka prezentują klasę światową, zarówno pod względem wyposażenia, jak i wystroju, ale brak w nich istoty najważniejszej, ludzi odpowiednio wyszkolonych i doświadczonych, którzy zagwarantowaliby długofalowy sukces danego projektu. Otworzyć klub i sprzedawać członkostwa po promocyjnych cenach nie jest niczym trudnym. Problemy pojawiają się przy próbie zatrzymania członków na dłużej, po wygaśnięciu oferty promocyjnej. Problemy narastają, gdy pojawiają się sytuacje kryzysowe, problemy piętrzą się, gdy dochodzą do tego braki we wprowadzeniu jakichkolwiek procedur. I w taką właśnie fazę wchodzi polski fitness, kończy się etap nasycania rynku klubami, przynajmniej w liczniej zaludnionych obszarach, a zaczyna etap walki o przetrwanie. Na rynku pozostaną tylko ci, którzy otwarci są na naukę, ci, którzy chcą wzmocnić konstrukcję, na której stoi ich piękny domek na plaży.

Sama lubię przenośnie i lubię Twoje metafory. Wiemy, że mówiąc do ludzi obrazami, szybciej do nich docieramy.

W czym, jako konsultant czujesz się najlepiej? Jaki styl współpracy z klubem preferujesz?

Moim konikiem jest retencja członków klubu. To bardzo niewdzięczny, a zarazem fascynujący temat, ponieważ w pracy nad nią nic nie jest łatwe czy oczywiste i może dlatego mnie to właśnie kręci. Jak widać po moim życiorysie, zawsze lubiłem wyzwania – skakać do głębokiej wody. Retencja to trudna woda, ale ja dzięki praktyce, czuję się w niej już jak ryba. Oczywiście nie odcinam się od marketingu czy sprzedaży, ale to z pracą nad retencją wiążę swoją przyszłość. Preferuję współpracę długofalową, tak jak dzieje się to teraz z Planet. Obejmowałem klub, który był na skraju bankructwa z ustaloną datą zamknięcia. Po niespełna roku stał się najlepiej zarabiającym w sieci, a procedury, jakie zastosowałem, wdrażane zostają do pozostałych. Uwielbiam również konsultacje jednostkowe z menadżerami lub właścicielami klubów fitness, ekscytuje mnie rozwiązywanie ich problemów. Jakiś czas temu zapowiedziałem rozpoczęcie szkoleń według autorskiego programu i mimo opóźnień niedługo ruszy pierwsze z nich.

To ważne, że się jasno określasz, definiujesz swoją działalność. To jest też Twój wyróżnik w branży – specjalista od retencji. Chociaż zgodzisz się chyba ze mną, że do podniesienia retencji niezbędne są działania marketingowe – szeroko pojęte budowanie relacji.

Nie są już tajemnicą Twoje plany. Opublikowałeś wideo dzieląc się informacją, że planujesz powrót do kraju i z chęcią zaangażujesz się we współpracę z klubami fitness. Krystian Kempa, jako marka osobista, jaką składa obietnicę? Mógłbyś zaprezentować nam swój elevator pitch?

Tak, po 10 latach poza granicami kraju, uznaliśmy z rodziną, że już czas wrócić do Polski. Nastąpi to prawdopodobnie latem tego roku. W związku z tym powoli zaczynam przeglądać oferty pracy w Polsce i rozglądać się za możliwością uprawiania mojego zawodu na rodzimym rynku. Nigdy nie byłem mocny w autoreklamie, dlatego pozwolę moim czynom przemawiać za mnie, w myśl słów Ewangelii według św. Mateusza: „Poznacie ich po ich owocach”.

Faktycznie, efekty, które osiągamy są najlepszą rekomendacją, ale ważne też, abyśmy nie stronili od autopromocji, bo to podkreśla nasze zdolności. Jeśli potrafimy zadbać o własną markę, to równie dobrze możemy wesprzeć innych w budowaniu brandu.
Krystianie dla mnie jesteś obietnicą autentyczności, rzetelności i zaangażowania całym sercem w to co robisz.

Dziękuję Ci za rozmowę.

Dodaj komentarz

3 komentarze

  1. menager fitness

    hahahahaha dobre… ostatnio wypowiadał się, że kolejny super klub chce go do siebie i że zmienia prace 😉 i zostaje tam. a teraz zmiana? hehehehe no bo ile można gadać o retencji w jednym klubie 😉 nikt kto nadaje się do pracy nie wraca do Polski… ale pewnie poznali się we wszystkich klubach, że gada jedno i to samo 😉 Byłem raz na jednym z wykładów gdzie wypowiadali się różni ludzie… gdy przyszła kolej pana „retencja” połowa sali nie wiedziała o czym on mówi… ale najważniejsze by wypowiadać się w koło bez potwierdzenia jakimikolwiek liczbami czy klubami i każdy to kupi 😉 No i oczywiście kolejny artykuł wcale nie po znajomości 😉

    • Nie wypieram się znajomości z moimi rozmówcami, chociaż nie ze wszystkimi znam się doskonale. Co do reszty wniosków, to najbardziej kompetentny do podjęcia dyskusji jest zapewne Krystian, którego to dotyczy.

    • Panie manager fitness, ja nigdy nie powiedziałem, że zmieniam pracę, ale, że obejmuję kolejny klub, i tak się stało. Jest to klub tego samego pracodawcy. Nie jestem pewien, co Pan miał na myśli, pisząc: „nikt kto nadaje się do pracy, nie wraca do Polski…” i zostawię to bez komentarza. Jestem za to bardzo ciekawy, na jakim moim wykładzie Pan był skoro jedynym publicznym występem, jaki zaliczyłem, było zeszłoroczne Fitness Forum i tam o retencji nie mówiłem 🙂 Oj nie ładnie tak kłamać.

Następny artykułFitness nazwa z sukcesem, czyli 8 warunków udanego namingu