Jedni mnie kochają, inni nienawidzą – Kasia Figuła

„Jedni mnie kochają, inni nienawidzą”, czyli Kasia Figuła w szczerej do bólu rozmowie z Magdaleną Rodak-Dębowską

Katarzyna Figuła – psycholog biznesu, profesjonalny trener biznesu, trener personalny i mentor trenerów personalnych. Z branżą fitness aktywnie związana od 2009 r. Prowadzi indywidualnie trenerów personalnych w całej Polsce oraz w Europie z zakresu sprzedaży treningów i pozyskiwania klientów. Stworzyła schemat 12 punktowej, profesjonalnej konsultacji z klientem, nad którym pracuje już od 4 lat. Naucza trenerów najwyższej jakości obsługi klienta oraz pomaga pokonać bariery związane ze sprzedażą. Na co dzień wspiera ponad 1000 trenerów na swojej grupie na Facebooku Kasia Figuła Mentor PT publikując filmy motywacyjne i dzieląc się z trenerami swoją wiedzą i doświadczeniem.

kasia-figula

Kasiu, obserwując twoje działania, widzę, że odnalazłaś niezagospodarowaną niszę w branży fitness – mentoring, wsparcie motywacyjne dla trenerów personalnych. Jak do tego doszło? Jaka jest twoja historia?

Zastanawiam się od czego zacząć… Kiedy rozpoczęłam pracę w największej korporacji w Polsce, nie byłam trenerem personalnym. Pamiętam, jak na rozmowie usłyszałam, że nie nadaję się do zajęć fitness, tylko do sprzedaży treningów. Do tej pory pamiętam, jak mnie to zabolało! Po kilku dniach, w nowo otwartym klubie, jedna z klientek wykupiła u mnie treningi. Rozpłakałam się, bo wstyd się przyznać, ale jak wspomniałam wcześniej,  nie byłam wtedy trenerem. Cóż, kiedyś tak to działało. Bałam się, bałam się, że zrobię jej krzywdę. Był jednak on, mój menadżer. Ktoś,  kto motywował mnie jak nikt inny, był jak moja bratnia dusza. Nie da się opisać tego, ile dla mnie znaczył. Jego wsparcie pomogło  osiągnąć mi rekord Polski w sprzedaży treningów w 2012 r. Później jednak  dostał awans, a ja poczułam się jak porzucone dziecko. Już nigdy nie miałam takiego szefa. Wtedy zrozumiałam, jak ważne jest, by mieć obok siebie w pracy kogoś, kto w ciebie wierzy i potrafi cię motywować. Dwa lata temu współpracowałam z jedną z większych szkół trenerów personalnych w Polsce. Prowadziłam tam szkolenia z zakresu sprzedaży treningów personalnych. Już wtedy widziałam, że brak skuteczności w sprzedaży u wielu trenerów ma swoją przyczynę w ich przekonaniach i w środowisku zewnętrznym. Chciałam poświęcić im jak najwięcej czasu i miałam ogromną potrzebę pomocy. Widziałam jak wielu z nich boi się rozmawiać z klientami, bo boją się odrzucenia. Pamiętam, że postanowiłam w ramach szkolenia prowadzić z nimi później rozmowy, tak żeby pokazać, że jest ktoś kto w nich wierzy. Tak się zaczęło. Marta, bo tak się nazywała moja pierwsza trenerka, prosiła mnie żebym jej pomogła. Jeszcze wtedy nie wierzyłam z jak wielkimi problemami mierzą się na co dzień trenerzy. Później okazało się, że wszystkie przeciwności, z jakimi ja się spotykałam w swojej karierze trenerskiej, dotyczą też innych. Ponad rok zarządzałam również kadrą w małym studiu treningowym w Krakowie. Mieliśmy efekty, a chyba o to w biznesie chodzi. Miałam najlepszych trenerów pod słońcem! Powiedzmy, że postanowiłam być dla nich takim indywidualnym menadżerem. Postanowiłam ich uczyć i prowadzić za rękę, aż się usamodzielnią. Do tej pory wsparłam ponad 130 osób. W momencie urodzenia córki, w 2014 r. postanowiłam zająć się tym w pełni, bo chciałam jak najwięcej czasu spędzać z dzieckiem. Myślę, że tutaj wygrały moje umiejętności do kombinowania. Nie ma rzeczy nieosiągalnych, tylko trzeba walczyć o to, co dla nas ważne i nigdy się nie poddawać. Trenerzy często nie mają nikogo, są absolutnie sami. Uważam, że praca trenera personalnego to przede wszystkim praca nad samym sobą. To wysiłek, który stawia przede mną ogromne wyzwania. Każdy z nich jest inny, każdy z nich wymaga czego innego. Odeszłam od treningów, mam tylko trzech klientów. Teraz mam tyle planów związanych z pomocą moim trenerom, że na więcej brakuje przestrzeni.

Mentor kojarzy się mi z osobą starszą, niezwykle doświadczoną. Ty jesteś jeszcze młoda, za tobą stoi zaledwie kilkuletnie doświadczenie. Co masz na swoje usprawiedliwienie? 🙂

Ale mnie rozbawiłaś tym pytaniem! Mam niemal 29 lat. Czy to mało? Dla mnie dużo. Musiałam się dosyć szybko usamodzielnić. W wieku 16 lat wyprowadziłam się z domu do Krakowa, położonego niemalże 250 km od mojego domu rodzinnego. W branży działam od 2009 r. Jednak, jestem typem osoby, która nie usiedzi i wiecznie się buntuje przeciw wszystkiemu, co jest wbrew niej. Pracuję na maksa, a jak czuję lekką nudę, to idę dalej. To, czym się zajmuję, zmieniam średnio co dwa lata, więc mój mąż już przebiera nogami, co tym razem wymyślę 🙂 Działam intuicyjnie, byle było to w zgodzie ze mną. Nie potrafię pracować, kiedy coś nie jest ze mną spójne. Z wykształcenia jestem psychologiem biznesu. Do psychologii ciągnęło mnie od mniej więcej 8-9 roku życia. Nie ukrywam, ostatnio miałam chwile zwątpienia, czy nie rzucić tego, jednak jest tyle jeszcze do zrobienia, że tutaj chyba zatrzymam się dłużej. Co do określenia „mentor”, to jest również kwestia przypadkowa. Kiedy stałam na rozdrożu i bałam się zostawić swoją byłą pracę, mój ówczesny coach powiedział „A Kaśka zrób się mentorem”, no i stało się. Moja firma nazywa się całkiem inaczej, ponieważ mam na nią jeszcze inne pomysły. Jak to mówią, niech moje wyniki zrobią hałas. A tak na poważnie, wbrew dzisiejszym trendom, jest we mnie sporo z pracoholika. Zaczęłam pracę już trzy dni po porodzie, a wcześniej w ciąży pracowałam do samego końca. Pracuję odkąd pamiętam. Nie wiem czy siedem lat w branży to dużo czy mało. Pewnie wszystko zależy od perspektywy. Dla mnie to mało i zawsze zawstydzam się, jak ktoś do mnie mówi, że jestem w branży nie wiadomo kim. Jestem na swojej drodze, którą sobie sama wyznaczyłam. Nie patrzę na innych, dla każdego znajdzie się miejsce na rynku. Wolę spojrzenie i energię kierować przede wszystkim na moją rodzinę i moich podopiecznych. Jedni mnie kochają, inni nienawidzą. Zawsze tak jest. Ja jednak chcę pozostać sobą. Pracować w swoim tempie i walczyć o swoje wartości. Jeśli ktoś mnie docenia, jest mi bardzo miło, jednak to co robię, robię zwłaszcza dla jednostek. Dla takich osób, które po prostu widzą we mnie nadzieję. Nadal pracuję również jako trener. Jestem praktykiem i teoretykiem. Jestem taka jak oni, jak moi trenerzy. To chyba to, tak po prostu ich rozumiem, bo jestem jedną z nich. Czerpię niesamowitą satysfakcję, gdy z każdą rozmową widzę jak się zmieniają, jak bardziej w siebie wierzą, jak otwierają swoje studia treningowe, jak po prostu odnajdują samych siebie. Potem tylko boli, że już nie mają czasu na rozmowy ze mną 😉

Kim są twoi odbiorcy Kasiu, czy to głównie osoby bardzo młode, startujące w zawodzie trenera? Czy zdarza ci się udzielać wsparcia również starszym, doświadczonym trenerom?

To różni ludzie, w różnym wieku. Zarówno ci, co dopiero wchodzą na rynek jak i ci, którzy czują już wypalenie zawodowe lub po prostu utknęli w martwym punkcie. Za każdym z nich istnieje inna historia. Każdy jest wyjątkowy. Zdarza się, że odmawiam współpracy, kiedy widzę, że ktoś kieruje się tylko chęcią zysku finansowego. Moi podopieczni to osoby przede wszystkim świadome i te, które zdają sobie sprawę z tego, że mają braki, jeśli chodzi o prowadzenie innych. To ci, którzy z pokorą chcą podnieść jakość swoich usług, by być jeszcze lepszymi trenerami,  również ci, w których nikt inny nie wierzy. To trenerzy, którzy przez swoje ambicje czują się nieakceptowani przez innych, ale również ci, których przeszłość blokuje nie tylko w pracy, ale również w budowaniu jakichkolwiek relacji.

Z jakimi problemami borykają się najczęściej polscy trenerzy? Z czym się do ciebie zwracają?

Jestem znana z tego, że nauczam, jak przeprowadzić konsultację trenerską na najwyższym poziomie, tak by zwiększyć maksymalnie prawdopodobieństwo zakupu treningów przez klienta. Większość przychodzi właśnie po to, aby się tego nauczyć. Ale, no właśnie… Kiedy zaczynają w to wchodzić, to dociera do nich, że to oni są tu niezwykle ważni. Jest taki moment w pracy z moimi trenerami, że rozmawiamy o ich celach, pracy i  o tym, czego chcą od życia. Tu się dopiero zaczyna. Najczęściej jednak pracujemy nad zwiększeniem wiary, pewnością siebie i zaufaniem do siebie, akceptacją i walką z przekonaniami, które były im wpajane przez lata. Wielu z nich nie ma wsparcia w pracy, nikt z nimi nie rozmawia i często traktuje się ich tylko jak maszynki do sprzedawania treningów. Trenerzy potrafią mówić, ale nie potrafią rozmawiać. Często boją się ludzi. Często ich nie rozumieją. Często problemy sięgają dzieciństwa. Mają kłopoty z pozyskiwaniem klientów i z tym, jak ich motywować. Ogromną trudność sprawia im rozmowa z klientami o pieniądzach, często mają blokady związane z zarabianiem pieniędzy – boją się ich. Jednym słowem o diecie i treningach wiedzą dużo, ale o pracy z drugim człowiekiem i zarządzaniem sobą w pracy prawie nic.

Masz kontakt z wieloma trenerami w naszym kraju. Jakie są twoje obserwacje rynku trenerskiego? Na ile są oni otwarci na edukację, zarówno dotyczącą merytorycznych zagadnień treningowych, jak i na szkolenia  sprzedażowe oraz związane z prowadzeniem konsultacji?

Jesteśmy bardzo ambitni. Moim zdaniem czasami zbyt. Prowadzę trenerów również w Anglii, Norwegii i Niemczech i nigdzie nie jest to tak rozwinięte jak tutaj. Nasi trenerzy dzielą się w ogromnym uproszczeniu na dwa typy, tych co wiecznie się będą rozwijać i tych, którzy skończą swoją edukację na jednym szkoleniu. Treningową wiedzę chłoną, dietetyczną również. Szkolenia sprzedażowe – zależy. Trenerzy nienawidzą jak się ich nazywa sprzedawcami. Mężczyźni są bardziej nastawieni na sprzedaż i postępują dużo bardziej stanowczo, ale takie podejście często się nie sprawdza, bo nie sprzedajemy wacików tylko siebie i relację jaką jesteśmy w stanie zaoferować drugiemu człowiekowi. Prowadzenie konsultacji? Są kompletnie nieświadomi. Dla nich to po prostu rozmowa, a ja o konsultacji mogłabym napisać całą książkę.

Ja jestem instruktorem starej daty, chociaż zawsze otwartym na nowe i spojrzenie młodych.
Mam jednak obiekcje, czy trener może stawiać się w roli wszechwiedzącego boga, znawcy treningu, diety, suplementacji, fizjoterapii i interpretacji badań. Co o tym sądzisz, czy faktycznie trener jest w stanie opanować taki ogrom wiedzy, co więcej stosować ją w praktyce, nie szkodząc nikomu?

Ja, trener młodej daty, ze stuprocentowym przekonaniem mówię – nie, nie da się. Niepokoi mnie to, co dzieje się w Polsce. Mamy jednak cholerne kompleksy i często wiedzą chcemy komuś bardzo zaimponować, a to nie o to chodzi. Nie da się być alfą i omegą. Ja mówię otwarcie – na dietetyce się nie znam- mam tylko podstawy i nie kręci mnie to, więc mam swoich ludzi, do których wysyłam klientów. Mam osoby godne zaufania w wielu branżach, ja skupiam się na tym, by być najlepszą w tym, co mnie naprawdę interesuje. Dostaje białej gorączki, gdy widzę kłótnie na portalach społecznościowych, o to kto ma rację. Często mówię „to zależy”, choć wielu nie lubi tego sformułowania. Mówię tak, bo każda historia jest inna – nie ma jednego szablonu. Stworzyłam mój „schemat” (choć nienawidzę tej nazwy) konsultacji trenerskiej nad którym pracuję od ponad 4 lat, ale ona za każdym razem może wyglądać inaczej! Człowiek to nie robot, nie przewidzisz jego historii i odpowiedzi. Przede wszystkim pokora, owszem posiadanie wiedzy podstawowej, ale umiejętność również współpracy z innymi, a nie robienie tylko wedle swojego uznania.

Jak oceniasz potencjał naszej branży? Pozwólmy sobie na małe podsumowanie, co było i już nie wróci, a co według ciebie czeka nas w przyszłości?

Cudowne pytanie! Pozwól, że powiem z perspektywy tego, czym się zajmuję. Temat numer jeden to pozyskiwanie klientów. Kiedyś to było dużo prostsze, kiedyś treningi były usługą luksusową. Teraz niestety sami zgotowaliśmy sobie taki los, że ludzie często mają do nas mniej szacunku. Teraz po klienta trzeba „wyjść”. Druga kwestia. Kiedyś ludzie przychodzili w miarę szczupli wymodelować sylwetkę, teraz dużo częściej przychodzą osoby z ogromnymi problemami, którymi trzeba zająć się bardziej kompleksowo. Trzecia kwestia to moje odkrycie roku – motywacja sama w sobie nie istnieje i jest czymś krzywdzącym dla drugiego człowieka. Trenerzy powinni powiększyć swoje umiejętności z zakresu psychologii, bo teraz jest wielu ludzi, którzy przychodząc do trenera na starcie mówią, że im się nie chce. Powinni poznać narzędzia, które działają, a nie motywować ludzi za pomocą nieskutecznego „kija i marchewki”. Następna kwestia to twarda sprzedaż. Moim zdaniem to już nie działa. Dla mnie, w tym momencie, tylko sprzedaż przez zaufanie. Dlaczego? Chociażby dlatego, że ludzie wyczuwają manipulacje na kilometr… bo sami są jej nauczani. Co do przyszłości. Trochę to dla mnie smutne, ale moim zdaniem wiele trenerów pójdzie w prowadzanie ludzi online. Żyjemy w wirtualnej rzeczywistości. Jedno jest jednak pocieszające. Ludzie muszą trwać w relacjach, więc ufam, że po prostu, my trenerzy z krwi i kości będziemy bardziej cenieni. Pracy jest ogrom. Trener aby przetrwać potrzebuje około dziesięciu klientów. Ogromny potencjał jest na prowincji, to od dawna już mówię. Według mnie, już wkrótce rozwiną się również treningi personalne dla dzieci. No i na koniec. Moim zdaniem przetrwają ci, którzy znajdą własną niszę.

Tobie to się udało! Dzięki Kasiu za rozmowę.

 

Dodaj komentarz

Następny artykuł5 mitów social media, o których lepiej zapomnieć