Coś się kończy, coś się zaczyna – czyli trochę sentymentalnie, trochę racjonalnie o tym, co przed nami a co odchodzi w cień w branży fitness

Zmiana to jedno, czego możemy być pewni. To zdanie, które w ostatnich miesiącach słyszę najczęściej. I zaraz potem przypominam sobie również słowa, które lubię powtarzać i nieraz powoływałam się na nie w moich tekstach:

„Gatunkiem, który przetrwa nie jest ani ten najsilniejszy ani ten najinteligentniejszy, ale ten, który potrafi się zmieniać.” (Darwin)

Lekko się to pisze, w praktyce nie jest takie łatwe. Czasami jest trudne, bolesne, wiąże się ze strachem i lękiem przed niewiadomą. Jasne, że w starych, znanych klimatach czujemy się najbezpieczniej. Ale czy to oznacza, że właśnie tak jest dla nas najlepiej?

Nie bez przyczyny zostawię to pytanie jako retoryczne, bo każdy z nas powinien sobie sam na nie odpowiedzieć. Każdy z nas jest inny i każdy ma inną perspektywę, bo znajduje się na innym etapie własnej drogi życiowej, biznesowej, zawodowej i tej związanej z rozwojem własnych pasji.

Często jesteśmy karmieni czyimiś prawdami, które adaptujemy jak własne, niejednokrotnie robiąc sobie krzywdę.

Słynne „możesz wszystko” zderza się z rzeczywistością i okazuje się, że możesz tyle, na ile inni ci pozwolą, albo na ile cię stać albo, ile sobie wypracujesz. Zatapiamy się w otaczającym nas konformizmie i w rzeczywistości możemy tyle, ile wypada.

Mówią nam: – Rób to, co jest twoją pasją a nigdy w życiu nie będziesz pracował. I co z tego mamy? Pracę od świtu do nocy? No, przecież ją kochamy. Hmm, dlatego zastępuje nam czas wolny, zabawę z dziećmi, chwilę z ukochanym i nic nierobienie. Przecież to takie modne być zapracowanym, wiecznie zajętym, zawalonym robotą, mieć wypełniony kalendarz i brak wolnych terminów.

A okazuje się, że łączenie pasji z pracą powoduje, że na okrągło pracujesz, nie znasz równowagi pomiędzy pracą, rodziną i czasem wolnym, w którym wypada nawet nic nie robić. W dobie smartfonów zapomnieliśmy o nudzie z trzepaka i osiedlowych ławek pod blokiem. Psychologowie tak często powtarzają i przypominają, że dzieci nie powinny mieć ciągle zorganizowanego czasu, wypełnionego po szkole zajęciami pozalekcyjnymi. Dla dobrego rozwoju powinny się „ponudzić”. To z ta nuda wykształci w nich chęć kreowania, tworzenia czegoś z niczego – z chusteczki, z patyczków, z wydawać by się mogło głupich pytań i odpowiedzi.

A Ty? Kiedy się ostatnio nudziłaś/łeś? Kiedy nic nie robiłaś/łeś?

Kiedy realizowałeś pasję poza pracą? Może warto nie stawiać wszystkiego na jedną kartę? Praca to praca. Nie musisz jej kochać. Co nie oznacza wcale, że nie wykonujesz jej z pełnym zaangażowaniem. Takie podejście zdecydowanie powoduje, że zdrowiej podchodzisz zarówno do obowiązków zawodowych, jak i do czasu, którego nie powinno brakować ci dla najbliższych, własnego rozwoju i pasji.

Coś się kończy, coś się zaczyna.

Zawsze.

Zmiana jest szansą, jest rozwojem.

Co się zmienia w branży fitness?

Ludzie potrzebują prostoty

Wiem, że „stare” pokolenie moich koleżanek i kolegów z branży rozpacza, że skończyły się czasy trudnych choreografii. Że teraz instruktorzy są niedouczeni, nie są w stanie dobrze poprowadzić takich zajęć. Przypominam! Zmiana. Skończyły się czasy gwiazd fitness na scenie, które delektowały się własnym show, myśląc, że ci co za nimi nie nadążają, są słabi i się nie nadają.
Zawód instruktora, trenera to zawód opiekuna, nauczyciela, osoby wspierającej dobre samopoczucie podopiecznego. A dobre samopoczucie jest wynikiem dobrej zabawy, rozrywki, profilaktyki, sprawności i wiary we własne siły. To są cele. Możesz użyć do ich realizacji własnego zestawu narzędzi i technik. To będą twoje autorskie metody. Ale zapamiętaj jedno – twoim głównym narzędziem na drodze do osiągnięcia celu jest słuchanie i obserwowanie ludzi, twoich klientów, podopiecznych. Oni zapłacą ci pieniądze za dobre samopoczucie, wspólnie spędzony czas, za to, że wzmocniłeś wiarę w ich siły.

Popatrz na tych, którzy w świecie fitnessu sprzedają najwięcej. Nie odkryli Ameryki, nie pokazują skomplikowanych kombinacji ćwiczeń. Potrafią sprzedać banalne pajacyki opakowując je w motywację, która powoduje, że ludzie wierzą we własne siły do przenoszenia gór.

Fitness nie jest dla wybranych

Skończyły się czasy, kiedy fitness klub wiązał się z prestiżem i był dostępny dla tych, którzy muszą o siebie dbać ze względu na pracę, stanowisko albo chęć pokazania się w środowisku. Fitness jest opanowany przez studentów – grupę najbardziej wrażliwą na cenę, daleką od lojalności w stosunku do klubu. To oni mają odwagę otwarcie pytać, jaki rabat jesteś w stanie im zaproponować, bo inaczej pójdą do konkurencji za rogiem. Nie jest również już ewenementem, kiedy w klubach fitness pojawiają się seniorzy. Emeryci ćwiczą też w gminnych ośrodkach sportu i na osiedlowych, outdoorowych siłowniach. W klubach fitness spotkasz zarówno osoby wystrojone w ciuchy drogich marek, jak i ubranych w sportową odzież z dyskontów. Fitness jest dla każdego. I dobrze!

Marki fitness zmieniają przekaz marketingowy

W reklamach klubów fitness coraz dalej od roznegliżowanych ciał. Zaczynamy słuchać, odkrywać potrzeby ludzi i tym właśnie zachęcać ich do usług fitness. Branża zdaje sobie coraz mocniej sprawę z tego, że mamy burzyć bariery a nie je budować, komunikując nasze usługi za pomocą wyżyłowanych sylwetek. Cieszy mnie to ogromnie, bo wiele moich tekstów zachęcało do innego spojrzenia na komunikację marketingową fitness biznesów – tak, aby nie stawiać w niej jedynie na korzyści dotyczące młodych i wysportowanych – nie opierać się jedynie na zdjęciach idealnych ciał, na których króluje CDB (cyc, dupa, bicek).

Ludzie chcą mieć prawo wyboru

Nie można mówić o zmianie bez znajomości trendów konsumenckich. Jednym z nich są oczywiście modele subskrypcyjne. Coraz łatwiej pozyskać nam użytkowników, dla których regularne opłaty abonamentowe, podanie numeru karty nie jest już barierą. Rozwojowi tego trendu sprzyja nawet rodzaj wygody i motywacji za jaki klienci zaczęli w końcu uznawać takim model rozliczeń.

Równolegle jednak rozwija się również trend, według którego ludzie nie chcą być związani twardymi umowami, bez możliwości ich wcześniejszego rozwiązania i bez możliwości wyboru. To operatorzy komórkowi najszybciej zaczęli się prześcigać w komunikowaniu przewagi konkurencyjnej w postaci haseł – „bez umów”, „bez zobowiązań”. Sztuką jest znalezienie takiego modelu, w którym użytkownik ma poczucie wolności wyboru a jednocześnie wybiera rozwiązania dobre dla operatora. Jak to się mówi: wilk syty i owca cała albo bardziej biznesowo – win-win.

Fitness też ma być odpowiedzialnym biznesem

Tak, jak fitness biznesy, zarówno te mniejsze, jak i większe, zaczynają gonić w procesach ,mocno rozwinięte pod kątem zarządzania przedsiębiorstwa, tak samo oczekiwania w stosunku do klubów fitness wzrastają pod kątem odpowiedzialności, zarówno tej za ludzi jak i za środowisko, planetę. Nie można budować zdrowego biznesu i sprzedawać zdrowia opierając się na dalekich od troski o ludzi i otoczenie zasadach. Użytkownicy bardzo łatwo to wyłapują. Wymagają odpowiedzialności od marek. Przy malejącym znaczeniu tzw. brand loyalty, będą wybierać te, które są zgodne z ich światopoglądem i które zdobywają ich zaangażowaniem w ważne sprawy.

Mamy szczęście zaspokajać ważne ludzkie potrzeby i realizować ich marzenia. Wystarczy jedynie pamiętać, że oni bardzo często nie chcą kupować aktywności fizycznej. Chcą kupować to wszystko, co ona im daje, a może nawet, co jeszcze lepsze dla nas, oni chcą kupować to, co może im dać klub fitness, trener personalny, studio butikowe. Czyli, poczucie spełnionego obowiązku, towarzystwo, zarówno trenera, jak i innych uczestników zajęć, pokazanie się przed partnerem, ucieczkę przed domem, pracą, itd.

Jak to ktoś mądry kiedyś powiedział, przetrwają nie ci, którzy będą mieli najlepszy produkt, ale ci, którzy najlepiej zakomunikują jego wartość.

I takiej zmiany Ci życzę, zmiany w dostarczeniu prawdziwej wartości i skutecznego jej komunikowania.

Happy New Way!

 

Dodaj komentarz

Następny artykułJak napisać dobre bio, czyli ABC personal brandingu