Cała prawda o wizerunku trenera i instruktora fitness na Facebooku

Moje ostatnie spotkania i rozmowy z ciekawymi ludźmi, których pytałam również o kwestie marki osobistej i świadome budowanie wizerunku  zaowocowały ciekawym  tematem na kolejny wpis.

Nasz wizerunek kreowany na Facebooku – jak  ma się  do rzeczywistości, jak nim zarządzać, ile siebie odkrywać, jak o sobie mówić i komu z facebookowych postaci zaufać?

Czy w dzisiejszych czasach można żyć bez Facebooka?

Można, oczywiście. Prywatnie na pewno.  Czy można jednak w naszej branży nie funkcjonować zawodowo w mediach społecznościowych, czy można nie korzystać z tego kanału komunikacji?
Można! Tylko pytanie, czy nie utrudniamy sobie w ten sposób komunikacji z naszymi klientami, czy nie tracimy w ich oczach na wiarygodności, na tym, że nie dostosowujemy się do panujących warunków i sposobów kontaktowania się. W zdecydowanej większości bowiem odbiorcami usług fitness są osoby, dla których Facebook to część współczesnej kultury i funkcjonowania w społeczności. Oczywiście z innej perspektywy można nad tym ubolewać, jednak w prowadzeniu biznesu konieczna jest umiejętność dostosowania się do zmieniających się realiów.

Jak zatem wykorzystywać media społecznościowe, aby nam służyły, a nie były przeciwko nam?

Często spotykam się z zarzutem, że na Facebooku wszystkim się powodzi, a w rzeczywistości nie wszystko wygląda tak różowo. Kojarzymy to ze ściemą, kłamstwem i brakiem autentyczności. Bardzo ciekawe spojrzenie w tej kwestii zaprezentował znany socjolog, Tomasz Sobierajski, z którym  miałam przyjemność przeprowadzić wywiad dla Magazynu Fitness Biznes. Co ciekawe, nie jest on fanem Facebooka i jak twierdzi, to medium jest dla niego już przestarzałe. Otóż kwestię wybiórczego wizerunku na Facebooku porównał do wyjścia na imprezę, uroczyste przyjęcie. Wówczas  stroimy się w najlepsze ciuchy, szykujemy fryzurę, chcemy  zaprezentować  się z jak najlepszej strony, chociaż nie zawsze tak wyglądamy. Nie zawsze błyszczymy, uśmiechamy się i bije od nas pozytywna energia. Podobnie jest z Facebookiem, najczęściej pokazujemy się tam z najlepszej strony, chwalimy sukcesami, ogłaszamy, że mieliśmy wspaniały dzień i nie ma w tym nic złego.

W końcu Facebook to nie pamiętnik ani konfesjonał, nie mamy obowiązku mówić wszystkim wszystkiego, a nawet zdecydowanie nie powinniśmy tego robić.
Właśnie dlatego powstaje wybiórczy obraz naszej rzeczywistości. Daje to oczywiście możliwości manipulacji, ale również często odbiorcy sami na podstawie szczątkowych informacji tworzą sobie nasz obraz. Tyle, że niekompletny i najważniejsze jest mieć tego świadomość. To, że ktoś publikuje radosne zdjęcia z samymi sukcesami nie oznacza przecież, że nie upada, że w jego życiu nie dzieją się rzeczy trudne, że zawsze jest kolorowo.

Ważne jest jednak rozdzielenie profili prywatnych od zawodowych. Te ostatnie zobowiązują, więc jeśli mamy Annę Kowalską – trenera personalnego to spodziewam się, że będzie to profil profesjonalny, nawet jeśli pojawiają się posty o charakterze prywatnym, bo taka jest strategia prowadzenia profilu, fanpage’a. Wszyscy wiemy, że odrobina prywatności na profilach zawodowych pokazuje, że jesteśmy ludźmi i pozwala sobie zjednać sympatie fanów.

Sweet focie przed lustrem – tani chwyt czy konieczność?

Zdjęcia wykonane przed lustrem królują na profilach trenerów i instruktorów fitness. Kolejne pozy, ugięta nóżka, wypięta pupa i biust do przodu, słodki dzióbek vel podwinięta koszulka ukazująca  brzuch. Czy da się zbudować popularność bez tego? W jednej z rozmów spotkałam się z opinią, że bez kontemplacji własnego odbicia w lustrze trudno o lajki pod postami. Pytanie, czy to kwestia mody, obowiązującego trendu bez którego nie jesteś „prawdziwym trenerem”? Nie ma sweet foci, nie ma lajków, nie ma popularności, nie ma zasięgu, nie istniejesz w sieci. Na właśnie, to dotyczy sieci, w realu rządzimy się innymi prawami.

Pamiętaj, że fejsbookowy wizerunek jest z założenia niekompletny, oparty na wybiórczych informacjach, które publikujesz.

  • Nie musisz, a nawet nie powinieneś mówić i pokazywać wszystkiego.
  • Od Ciebie zależy w dużej mierze, jaki  obraz  powstanie w głowach odbiorców.
  • Składowa twoich publikacji wpływa na ocenę  twojej osoby. Jeśli w jednym miejscu mówisz jedno, a za chwilę w drugim coś kompletnie zaprzeczającego, nie dziw się, jeśli ludzie odbiorą Cię jako manipulanta i krętacza.
  • Warto przemyśleć strategię publikacji na profilach zawodowych, na których prezentujesz się jako specjalista w danej dziedzinie.
  • Pamiętaj, że również twoje komentarze i wypowiedzi pod innymi postami pokazuję Ciebie. Jeśli pozwolisz sobie na żarty ze swoich podopiecznych, wyśmiewanie się z innych trenerów zostanie to zapewne  w pamięci ludzi – być może potencjalnych klientów albo przyszłych pracodawców. Uwierz mi, niejednokrotnie byłam świadkiem, kiedy nie dochodziło do współpracy w instruktorem czy trenerem ze względu na jego publikacje na Facebooku.
  • Media społecznościowe również ułatwiają wyeksponowanie twojej misji, głównego przekazu z jakim chcesz, aby ludzie Cię kojarzyli. Jeśli będziesz go utrwalać w kolejnych wpisach, pokazywać z różnych perspektyw, zwiększysz świadomość swojej marki osobistej i wpłyniesz na jej wyrazistość  z charakterystycznym przekazem dla odbiorców, np.:

Pasjonatka crossfitu
Ekspert od sprzedaży usług trenerskich
Promotorka fitnessu twarzy
Specjalista od indoor cyclingu
Autor publikacji dotyczących treningów funkcjonalnych
Założyciel pierwszego w Polsce radia fitness
Mentor od konsultacji trenerskich

  • Chcesz się wyróżnić w tłumie tysięcy trenerów, wyeksponuj charakterystyczny dla Ciebie temat, może znajdziesz jeszcze niszę.

Skrajne przypadki manipulowania wizerunkiem to tzw. przeze mnie WYDMUSZKI, czyli nie mające nic wspólnego z rzeczywistością  fejkowe konta. Ostatnio byliśmy świadkami takiego w naszej branży, kiedy udało się zbudować jednej osobie profil dietetyczki, udało się zaprosić do znajomych osoby  branży, tak aby wesprzeć swoją wiarygodność. Okazało się, że zdjęcia tej pani były skradzione, nie przedstawiały jej samej i bardzo możliwe, że wszystko było jednym wielkim kłamstwem. Po co? Dla pieniędzy, dla zabawy?

Kolejna sytuacja, to przypadki, kiedy udaje się komuś zbudować społeczność wokół swojej osoby, na podstawie zdjęć i lekkich wpisów, natomiast wiedza trenerska, instruktorska tej osoby jest równa temu, co przeczytała  ostatnio w Internecie.

Ale pamiętajcie, prawdziwą markę budujemy w realu, w świecie spotkań twarzą w twarz, dlatego życie prędzej czy później zweryfikuje puste w środku wydmuszki.

Dodaj komentarz

3 komentarze

  1. Sama długo uciekałam od Facebooka i w sumie w sferze prywatnej nadal tak jest i zdjęć rodzinnych nikt tam nie znajdzie. Jednak otworzyłam się na wirtualny świat w zakresie biznesowym i blogowym, bo skoro naszych usług tam są to trzeba do nich wyjść. Oczywiscie wiąże się to choć z odrobiną prywatności, bo prawda jest taka, że ludzie lubią podglądać i zawsze selfie czy sweet focia wzbudzi większe zainteresowanie niż fachowa porada. Wkurzające i przykre, sms chyba nie ma co z tym walczyć i zachować równowagę;)

    • Magda

      Magda

      Emilio masz rację. Dokładnie o tym jest ten tekst, o umiejętnym poruszaniu się pomiędzy publikacjami promującymi nasza działalność a sferą prywatną, pomiędzy tym co chcemy pokazać, a tym co powinniśmy zachować dla siebie, a przede wszystkim o świadomym budowaniu wizerunku marki osobistej w sferze zawodowej.

  2. Szczera prawda! Dzięki mojemu mężowi odkryłam tę stronę i czytam po kolei kiwając głową 🙂

Następny artykułCzym nie jest public relations?