Autentyczność forever?

Autentyczność to popularne ostatnio pojecie. Niestety jak to bywa z tym, co popularne, zaczyna wycierać się nim wszystko, eksploatuje do granic możliwości, a to powoduje, że autentyczność traci na wartości.

Sama pisząc i mówiąc o markach, wymieniam autentyczność jako jeden z podstawowych czynników budujących zaufanie. Powtarzam, że w budowaniu marki osobistej ważne jest pozostanie sobą, a czasami nawet odnalezienie prawdziwego siebie, jeśli wcześniej zagubiliśmy się pod kolejnymi skorupami kreowania swojego wizerunku.

Kreowania, czyli tworzenia siebie na pokaz, nie zawsze w zgodzie ze swoimi wartościami i przekonaniami.

Według badania przeprowadzonego przez Sprout Social  użytkownicy przywiązują dużą uwagę do osobowości marki i cech, jakimi się charakteryzuje. Według nich najbardziej liczy się, czy jest ona szczera – dla 86 procent ankietowanych, przyjazna – tak stwierdziło 83 procent, pomocna  – dla 78 procent badanych, a także zabawna – 72 procent.

Z tego wynika, że również odbiorcy doceniają marki bez ściemy.

Kolejny często przytaczany argument, to powiedzenie, że jeśli jesteś sobą, nie będziesz miał konkurencji.

Bez dwóch zdań, bądź autentyczny, bądź  sobą. Buduj zaufanie i lojalność odbiorców.

Ale…

Jak zawsze jest małe ale. Niech Twoja autentyczność nie będzie wynikiem lenistwa, braku dojrzałości i głupoty.

I tutaj krótka historia.

Moje ostatnia wizyta w galerii handlowej skończyła się odwiedzinami nowego stoiska, które wzbudziło moje zainteresowanie. Panowie, wybaczcie, rzecz będzie o malowaniu paznokci.

No więc  pojawiły się nowe lakiery do paznokci. Twarzą marki jest Joanna Krupa. Tą panią pewno panowie kojarzą. Co mnie skusiło? Jestem wzrokowcem, wiec przecudne, inne od innych kolory, w tym zmieniające się pod wpływem temperatury odcienie zatrzymały mnie przed stoiskiem.

Na miejscu miła, młoda dziewczyna odpowiedzialna za obsługę i sprzedaż  szybciutko na moje zapytanie wyrzuciła z siebie, że to lakiery akrylowe i do zastosowania wymagają lampy utwardzającej, która już „trochę” kosztuje, także „to wszystko jest kosztowne” i „to nie takie proste jest” .

Szczerość dziewczyny mnie rozwaliła. Rozwaliła mnie na łopatki, bo jakże z takim podejściem ona ma coś sprzedać. Mogę doceniać jej szczerość, jako człowiek, ale jako potencjalny klient jestem wręcz zawiedziona. Mogę nawet wyciągać wnioski:

A/ Wyglądam na taką, której nie stać.

B/ Dziewczyna tak ma już dosyć dzisiejszego dnia, że chce mnie spławić jak najszybciej.

C/ Jest szczera do bólu, bo dzisiaj już kilkadziesiąt razy opowiadała o lakierach i klienci odchodzili z niczym, komentując, że to za drogie z tą lampą.

Tak czy inaczej szkoda mi dziewczyny, bo nie jestem zawiedziona tym, że nie próbuje mi sprzedać czegoś za wszelką cenę. Jestem zawiedziona tym, że nie próbuje poświęcić mi odrobiny czasu, że nie chce mnie zaczarować. Szkoda mi jej, że nie wykonuje swojej pracy z pasją, nie ma szans na dobre wyniki.

I myślę sobie:

Nie, autentyczność nie jest forever.

Czasami warto nagiąć się do sytuacji i nie być autentycznie leniwym, autentycznie zniechęcającym, autentycznie autentycznym.

I jeszcze z innej strony.

Media społecznościowe to potężne narzędzia do budowania marki, kształtowania wizerunku.

Od Ciebie zależy, czy wykorzystasz je do transmitowania swojego życia, czy do budowania marki zawodowej – marki profesjonalisty, specjalisty czy eksperta. Chociaż oczywiście jedno nie wyklucza drugiego. Czy jednak warto być aż tak autentycznym i wystawiać wszystko na sprzedaż?

Podzielenie się odrobiną prywaty nie zaszkodzi, jednak nie musisz pokazywać ludziom wszystkiego, szczególnie, jeśli nie ma to najmniejszego związku z marką, którą budujesz.

 

 

Dodaj komentarz

Następny artykuł„Jeśli chcesz się wyróżnić, musisz najpierw coś spieprzyć”